Co tłumacz powinien przeczytać aby mieć ogólne pojęcie o systemie prawa?

Aby poznać podstawy polskiej prawniczej aparatury pojęciowej warto sięgnąć po książkę  Wojciecha Siudy ‘ELEMENTY PRAWA DLA EKONOMISTÓW’, natomiast aby dowiedzieć się więcej o amerykańskim systemie prawa należy koniecznie przeczytać książkę świetnego dydaktyka z UMCS, prof.  Tokarczyka pt. ‘PRAWO AMERYKAŃSKIE’.

Z elementami systemu prawa brytyjskiego można się zapoznać czytając książki prof. Berezowskiego ‘JAK CZYTAĆ I ROZUMIEĆ UMOWY W J. ANGIELSKIM?’ oraz ‘JAK CZYTAĆ I ROZUMIEĆ ANGIELSKIE DOKUMENTY SĄDOWE W SPRAWACH CYWILNYCH’. Te dwie ostatnie pozycje są o tyle ciekawe, że przedstawiają niektóre kwestie prawne w kontekście tłumaczenia.

Nie można nie wspomnieć książki Janusza Poznańskiego ‘TŁUMACZ W POSTĘPOWANIU KARNYM’. Przypominam, że na końcu, w rozdziale IV tej książki jest glosariusz, skróty i skrótowce, terminy i związki frazeologiczne, które występują w toku postępowania karnego. Jest to więc pozycja szczególnie przydatna dla tłumaczy przygotowujących się do państwowego  egzaminu na tłumacza przysięgłego.

Tym tłumaczom, którzy nie chcą się czuć totalnie zagubieni w salonowych rozmowach prawników, polecam książkę prof. Jolanty Jabłońskiej-Boncy ‘WPROWADZENIE DO PRAWA’. Książka ta jest napisana bardzo prostym, opisowym językiem. Obok wersji w j. polskim jest wersja w j. angielskim. Tłumaczenie tej książki warto jednak czytać krytycznie, bo jak słusznie zauważa we wstępie tłumaczka, Pani Katarzyna Paluch, ‘mimo dołożonych starań tłumaczenie niektórych terminów budzi wątpliwości i należy uznać je za propozycję i sugestię, która może być podstawą dalszych rozważań i dyskusji.

Jestem studentką filologii i chcę zostać tłumaczem przysięgłym (2)

Pani Renato, co mogłaby Pani poradzić osobie takiej jak ja, czyli na dzień dzisiejszy kompletnemu laikowi, jeśli chodzi o terminologię prawniczą i jakąkolwiek znajomość prawa (nawet polskiego). Od czego w ogóle zacząć?

Zaczęłabym od motywacji. Od tego po co i dlaczego mam to robić.

Gdybym  odpowiedziała sobie już na te pytania, to…

…przestudiowałabym wszystkie dostępne materiały i podręczniki do tego egzaminu. Budowałabym sobie bazę terminologiczną oraz próbowała zapamiętać i zrozumieć całe zwroty/wyrażenia, które występują w zdaniach i przykładowych tekstach egzaminacyjnych.

Nie robiłabym tego na siłę, ale w głębokim przekonaniu, że z takimi strukturami składniowymi spotkam się prawdopodobnie w tekstach w j. angielskim, które będę wkrótce tłumaczyć na j. polski. A więc mój wysiłek nie pójdzie na marne!

Czytałabym bardzo, bardzo dużo. Uczyłabym się czytać ze zrozumieniem!!!

To byłby pierwszy etap moich przygotowań.

Następnym krokiem byłaby analiza tekstów paralelnych. To byłoby moje nowe hobby! (c.d.n.)

Jestem studentką filologii i chcę zostać tłumaczem przysięgłym (1)

Kilka tygodni temu dostałam ciekawego e-maila od jednej z czytelniczek bloga. Umówiłam się z autorką e-maila, że odpowiem na jej pytania i wątpliwości na forum publicznym. Moje odpowiedzi są jednak zbyt obszerne na jeden wpis.  Dzisiaj wpis nr 1 z  serii dla początkujących.

Dzień dobry Pani Renato!

Zacznę od tego, że jestem studentką IV roku filologii angielskiej i od dłuższego czasu marzy mi się zawód tłumacza przysięgłego, jednakże miałam do tej pory trochę naiwne przeświadczenie, że egzamin wcale nie jest taki trudny i całkiem do zdania, ale po tym co ostatnio wyczytałam w internecie i na Pani blogu, który jest skarbnicą wiedzy, widzę, że nie jest tak łatwo…

Tak, to prawda. Ten egzamin do łatwych nie należy. Osoby nieprzygotowane,  liczące wyłącznie  na ‘łut szczęścia’, bardzo się rozczarują.

Tak wiec do rzeczy, mam do Pani pytanie, jako że, można Panią śmiało nazwać ekspertem w tej dziedzinie (jestem pod ogromnym wrażeniem, że oprócz tego, że jest Pani prawnikiem zdołała Pani zdobyć tytuł TP nie z jednego, a z dwóch języków. Do tej pory myślałam, że takie rzeczy nie są możliwe!)

Z tym ekspertem to trochę przesada. Egzaminem na tłumacza przysięgłego zaczęłam się tak naprawdę interesować w tamtym roku. Pierwotnie miałam pisać na blogu o moim warsztacie pracy. Miało być ‘o języku w prawie i prawie w języku’  z perspektywy prawnika i tłumacza przysięgłego. Tak nie jest. Piszę głównie o egzaminie na tłumacza przysięgłego. Życie, o czym przekonałam się już nie raz,  lubi zmieniać scenariusze.

Blogować zaczęłam w kwietniu, a w lipcu w związku z wejściem w życie ustawy deregulacyjnej wprowadzającej zmiany do ustawy o zawodzie tłumacza przysięgłego i moimi wypowiedziami dla mediów, podjęłam decyzję o zmianie strategii bloga. W sierpniu przeniosłam zawartość starego bloga na nowy i powoli zaczęłam rozwijać bezpłatną bazę wiedzy o egzaminie na tłumacza przysięgłego.

To, że ten blog jest ‘skarbnicą wiedzy o egzaminie na TP’, to głównie zasługa tych, którzy zechcieli się podzielić z innymi swoim doświadczeniem egzaminacyjnym. Ja tego egzaminu nie zdawałam. Tłumaczem przysięgłym zostałam mianowana w roku 1998, a państwowy egzamin na tłumacza przysięgłego ‘w dzisiejszym kształcie’ został wprowadzony ustawą o zawodzie tłumacza przysięgłego z 25 listopada 2004r. Gdyby nie zaangażowanie czytelników w rozwój tego bloga, to w zasadzie nie byłoby o czym czytać.

Jeszcze raz podkreślam, że cała wiedza o egzaminie, jaką mam, to głównie zasługa tłumaczy, nie moja. Ja postanowiłam tą wiedzę zebrać i usystematyzować, bo  stwierdziłam, że sprawa jest na tyle ważna, że warto się nad nią pochylić.

Golden Rule w tłumaczeniu prawniczym

Dwadzieścia lat temu, studiując lingwistykę, chciałam się koniecznie dowiedzieć, od jakiejś kompetentniej osoby, co trzeba ‘po kolei’ zrobić aby tłumaczyć. O przekładzie nie miałam wtedy zielonego pojęcia, pomimo tego, że byłam już po teoretycznym kursie translatoryki. Zirytowana tą całą sytuacją, podeszłam po zajęciach do Pana Profesora, i  w nadziei, że otrzymam jakąś konkretną wskazówkę, zapytałam:

- Panie Profesorze, co trzeba zrobić żeby tłumaczyć?

Co usłyszałam?

- Proszę Pani, żeby tłumaczyć, to trzeba tłumaczyć!!!

I to było najmądrzejsze, co na tych studiach usłyszałam!

Nie ma jednej gotowej metody, sprawdzonej recepty, idealnej koncepcji czy modelu.

Swoją metodę musisz wypracować sama,

ucząc się i czerpiąc doświadczenie z życia!!!

 

Ile osób odwiedziło blog o tłumaczeniu prawniczym w grudniu i styczniu?

Luty 8, 2012 · Autor wpisu: Renata Świgońska · 2 komentarze
Tematyka: Inne 

Lech Malinowski, autor świetnego i bardzo popularnego bloga o wekslach i prawie wekslowym, zwrócił mi dzisiaj uwagę, że nie umieściłam wpisu ze statystyką odwiedzin bloga za ostatni miesiąc. Postanowiłam szybko to nadrobić, i umieszczam poniżej (dla porównania) wykresy za dwa ostatnie miesiące:

grudzień 2011

 

 

 

 

 

 

 

i styczeń 2012

 

Co ma piernik do wiatraka?

W sobotę byłam w klubie fitness. Zrobiłam ‘górę’ i aeroby. Całe 60 minut! Byłam z siebie bardzo zadowolona. Do momentu gdy weszła ONA. Rozłożyła matę i zaczęła  ćwiczyć.

Nie mogłam od niej  oderwać oczu. Dawno nie widziałam  tak dobrze zbudowanej kobiety. Po jej ruchach i pewności siebie, oraz płynności z jaką wykonywała ćwiczenia, widać było, że ćwiczy od dawna.

Akurat finiszowałam na bieżni jak zaczęła robić brzuszki z ciężarkami. Ja nienawidzę tych ćwiczeń, ale w jej wykonaniu to był Mount Everest. Naprawdę było na co popatrzeć! Zbudowała masę mięśniową i chodziła, za przeproszeniem, jak  ‘dobrze naoliwiona maszyna’.

Wracałam do domu w kiepskim humorze. Kiedy ja będę mieć taką kondycję?  Naprawdę nie było mi do śmiechu.

Ale w domu, popijając zieloną herbatę, przypomniałam sobie tekst Miłosza Brzezińskiego. Miłosz bardzo obrazowo przedstawia w nim proces nabywania nowych umiejętności i uczenia się przez ludzi rzeczy nowych. To jeden z tych kawałków, do których lubię wracać, gdy nadchodzą ‘czarne chmury’.

A więc…

Nauka postępuje skokami. Raz na jakiś czas wskakujemy na wyższy poziom umiejętności, a przedtem przez jakiś czas nic się nie zmienia. Wykonujemy daną czynność na określonym poziomie. I potem znowu skok w górę. I znowu jakiś czas nie robimy postępów. Ten czas, w którym nie ma postępów, stoi się w miejscu, to okres, w którym ludzie najczęściej tracą motywację i odpadają. Skoro bowiem nie robię postępów, znaczy że się nie nadaję!

Otóż nie! Ten okres jest najważniejszy. Właśnie wtedy mózg odwala wielką robotę – mozolnie buduje nowe pomosty nerwowe, wypracowuje nowe odruchy, testuje nowe strategie. I kiedy ta budowa przekroczy pewien próg złożoności, człowiek nagle doznaje olśnienia i zaczyna coś robić lepiej! I znów na tym lepszym poziomie jest długi okres bez postępów, w którym ćwiczymy, niejednokrotnie się przymuszając, bo wiemy, że małe ludziki w głowie znów robią autostrady ze ścieżek myśli i potrzebują na to czasu. Tak właśnie wygląda uczenie się nowych umiejętności (…)

Wytrwałość polega na tym by przetrwać okres, kiedy pozornie nie robi się postępów. Bo udrażniamy wtedy w głowie nowe połączenia nerwowe, a to wymaga czasu. Jak zabliźnianie ran, jak porost włosów i paznokci. To ten sam proces. Trzeba się wtedy dobrze odżywiać, wysypiać i wizualizować cel. Dajemy w ten sposób znak mózgowi, że ma cały czas budować, tak jakbyśmy pobudzali mięśnie na siłowni. Okres bez postępów jest bardzo, ale to bardzo ważny.

Don’t give up!!!

Dlaczego nie dostajesz od mnie e-maili z bezpłatnym szkoleniem?

Nie dostaję od jakiego czasu od Pani e-maili ani obiecanych materiałów z bezpłatnym szkoleniem. Dlaczego? – dostaje wiele tego rodzaju zapytań od czytelników, którzy zapisali się na moje bezpłatne szkolenie i listę mailingową.

Przyczyna jest prozaiczna. Dotychczas korzystałam z gratisowej opcji zbiorowych wysyłek e-maili. Mój ulubiony dostawca e-mailingowy zmienił jednak ostatnio  swoją ‘politykę’, i… nie ma już gratisów. Jestem w trakcie szukania nowego rozwiązania, dlatego ten stan ‘zawieszenia’ jeszcze trochę potrwa.

Wszystkie osoby, które zapisały się na szkolenie bezpłatne, a nie otrzymały dotychczas trzech haseł do poszczególnych lekcji, proszę o info przez zakładkę kontakt - prześlę hasła do lekcji na życzenie..

P.S. Szkolenie bezpłatne składa się z trzech lekcji. Lekcje te umieściłam na blogu tutaj.

Teksty do tłumaczenia na części ustnej egzaminu na tłumacza przysięgłego j. gruzińskiego, który odbył się dzisiaj, tj. 30 stycznia 2012r.

Dostałam przed momentem e-maila od tłumacza j. gruzińskiego, który dzisiaj zdawał część ustną egzaminu. Posłuchajmy najświeższych informacji z Ministerstwa…

Witam Pani Renato,
jestem właśnie 2 godziny po egzaminie ustnym z języka gruzińskiego i chciałbym się podzielić wrażeniami oraz tematami, jakie spotkały mnie na egzaminie. Generalnie w Komisji siedziały 2 osoby: sympatyczna pani i sympatyczny pan. Wiadomo, że mały stresik zawsze jest, ale ze strony Komisji stresujących zachowań nie było. Była również woda do picia :)

Co do samego egzaminu…egzamin trwał ok pół godziny, 2 teksty z polskiego na gruziński oraz 2 teksty z gruzińskiego na polski. 2 teksty z gruzińskiego na polski dotyczyły:
1) kwestia immunitetu, ale nie potrafię sobie przypomnieć szczegółów
2) umowa między klientem a sprzedawcą dotycząca sprzedaży sieci telefonicznej

oraz 2 teksty z polskiego na gruziński:

1) tekst dotyczący posiedzenia Partnerstwa Wschodniego w Pradze
2) tekst o Konwencji Kopenhaskiej.

Tak więc życzę powodzenia wszystkim zdającym, a mi pozostaje czekać na wynik egzaminu ustnego, który ma być za kilka dni.

P.S. Pięknie dziękuję czytelnikowi bloga za tego e-maila i taką szybką reakcję.

Wskazówki dla osób zdających egzamin na tłumacza przysięgłego

Witam Pani Renato!

Jak już wcześniej pisałam egzamin na tłumacza przysięgłego mam już za sobą. Właśnie przeczytałam kilka wskazówek dotyczących egzaminu jednej z czytelniczek bloga. Myślę, że jest to dobry pomysł zabranie ze sobą długopisu z gumką, gdyż niedopuszczalne jest używanie korektora (wszelkie korekty zaznacza się nad przekreślonym wyrazem). Przed przystąpieniem do tłumaczenia dobrze jest zapoznać się z treścią tekstów i myślę, że najlepiej jest zacząć od tych „trudniejszych”. Czas rzeczywiście jest wyliczony, aby w ciągu 4 godzin przetłumaczyć 4 teksty (najlepiej zmieścić się z jednym tekstem w ciągu godziny, wtedy pozostaje jeszcze kilka minut na koniec na sprawdzenie i poprawienie ewentualnych błędów). Czasu nie jest dużo, ale bez paniki, wystarcza go na tyle, aby w razie potrzeby zajrzeć do słownika. Jeśli chodzi o liczbę zabieranych słowników na egzamin, to tak naprawdę nie ma na to czasu, aby „szperać” we wszystkich słownikach, ale uważam, że dla komfortu psychologicznego lepiej jest zabrać ze sobą tyle, ile się da :) Po prostu czujesz się pewniej.

Jeśli chodzi o treść dokumentów to nie są one najłatwiejsze, dlatego też im więcej przećwiczonych i przetłumaczonych wcześniej dokumentów, tym lepiej.

W części ustnej komisja zezwala na kilkuminutowe zapoznanie się z tekstami, po czym przystępuje się do tłumaczenia. Można wybrać kierunek tłumaczenia od którego jest nam wygodniej zacząć. Należy być skoncentrowanym i szybko notować wszystkie istotne informacje, a szczególnie imiona, nazwiska, nr dowodów, adresy, daty itp. Należy również zwrócić uwagę na to, aby przetłumaczyć i oddać dokładnie treść tekstu z języka, z którego tłumaczymy. Nie oznacza to jednak, że musimy wszystko przetłumaczyć dosłownie. Po prostu treść tłumaczonego tekstu musi zgadzać się z oryginałem. Gdy czegoś się nie zapamięta, a jest to istotne, lepiej poprosić o powtórzenie przeczytanego fragmentu tekstu. Ustna część egzaminu trwa zaledwie godzinę, ale sprawdza nasze umiejętności, zasób słów ( prawniczych), płynność wypowiedzi i wymowę. Różnicą jest to że, w tłumaczeniu ustnym nie ma możliwości korzystania ze słowników, dlatego też warto poćwiczyć wcześniej tłumaczenie konsekutywne i a vista. Pomaga to nam uzupełnić ewentualne braki, ale również osiąga się lepszą płynność wypowiedzi.

Pani Renato, myślę że Pani blog pomógł wielu przygotowującym się do egzaminu tłumaczom. Jeszcze raz dziękuję za pomoc i wskazówki. Nadal będę czekać na nowości z bloga, ale również przykłady dokumentów do tłumaczenia ponieważ istotną rzeczą dla tłumacza jest ciągłe pogłębianie wiadomości. Powodzenia!

P.S. Bardzo dziękuję czytelniczce bloga za e-maila i podzielenie się  z czytelnikami swoimi cennymi uwagami i spostrzeżeniami z egzaminu.

The Plain Language Movement – ruch społeczny na rzecz uproszczenia języka prawniczego. Co Ty na to?

Styczeń 23, 2012 · Autor wpisu: Renata Świgońska · Zostaw komentarz
Tematyka: Terminologia prawnicza 

 

P.S. Więcej o The Plain Language Movement znajdziesz tutaj.

Następna strona »