Ta strona korzysta z plików cookie. Musisz zaakceptować zgodę na ich używanie klikając tutaj

Kto ma roszczenia wobec tłumaczy?

Marzec 26, 2013 · Autor wpisu: Renata Świgońska · 10 komentarze
Tematyka: KOZ, z życia TP 

Na stronie SerwisTlumacza.com znalazłam ciekawy artykuł Marka Czerskiego pt. „Roszczenia wobec tłumaczy”. Polecam lekturę tego artykułu zarówno początkującym tłumaczom, jak i tym z wieloletnim doświadczeniem. Oto fragment:

(…) Większość spraw o odszkodowanie za błędy tłumaczeniowe dotyczy tłumaczeń nieuwierzytelnionych, to znaczy wykonanych na użytek firm prywatnych, a nie urzędów. Odnoszę wrażenie, że sądy, prokuratury, urzędy administracji i notariusze – którzy zresztą sami sporządzają mnóstwo dokumentów ułomnych i obciążonych błędami – z wyrozumiałością patrzą na błędy tłumaczy i interpretują je tak, by „było dobrze” i by nie robić nikomu kłopotów. Dlatego w sporze przed sądem słyszy się czasem argument broniącego się – często tzw. „doświadczonego” – tłumacza, że kwestionowany przekład jest poprawny, ponieważ wiele podobnych do niego poprzednich tłumaczeń uwierzytelnionych nie wzbudzało żadnych zastrzeżeń urzędów, sądów itp. Rozumowanie takie (które zresztą mogłoby służyć raczej do zilustrowania metod działania administracji i sądownictwa, a nie jako argument na obronę) wynika z nieświadomości tłumacza, że zarzuty wcześniej się nie pojawiły nie dlatego, jakoby tłumaczenia były poprawne, lecz dlatego, że urząd i tak wiedział, o co chodzi i na pomyłki patrzył przez palce. Zgoła odmienne podejście przejawiają ludzie biznesu…

I co Ty na to, drogi czytelniku? Czy sądy i urzędy są rzeczywiście wyrozumiałe dla błędów tłumaczy przysięgłych?

Komentarze

  1. Krzysztof wt 26th, mar 2013 12:59
  2. Zawsze zastanawiałem się jak to wygląda z tą odpowiedzialnością gdy nad tłumaczeniem pracuje cały zespół t.j. korektor itd. Przy czym z tego co ostatnio gdzieś wyczytałem korektorzy poprawiają interpunkcję, literówki, niekoniecznie błędy merytoryczne czy interpretacyjne.

  3. Milena wt 26th, mar 2013 19:21
  4. Hm, no faktycznie. Przyznam szczerze, że nie spotkałam się z sytuacją gdzie do odpowiedzialności pociągany jest tłumacz przysięgły (ale przyznam, że moja wiedza w tym zakresie też nie jest imponująca), pomimo tego, że nie raz zdarzyło mi się zauważyć błędy w tłumaczeniach uwierzytelnionych. Zastanawiam się z czego to wynika? Z tego, że egzamin sprawdzający kompetencje potencjalnego tłumacza przysięgłego wszedł w życie dopiero w 2005r., czy może dlatego ,że cyt.”(…) że urząd i tak wiedział, o co chodzi i na pomyłki patrzył przez palce (…)”. No bo przecież tłumacz przysięgły nie popełnia (a przynajmniej nie powinien popełniać) błędów. Tłumacze specjalistyczni cierpią znacznie częściej w tym zakresie. A i tak spora część ludzi twierdzi, że jeżeli tłumacz nie jest „przysięgły”, no to pewnie za wiele nie potrafi. Kilkakrotnie spotkałam się a takim stwierdzeniem i przyznam, że to naprawdę boli. Bo przecież, nikt nie jest w stanie opanować wszystkich dziedzin… Podsumowując, jednym i drugim pozostaje chyba tylko jedno: ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej zawodu tłumacza. Pozdrawiam i proszę nie karcić mnie za zbyt daleko idące odstępstwo od tematu.

  5. Agnieszka Swaczyna wt 26th, mar 2013 20:38
  6. To niestety nie zawsze jest tak. Być może dzieje się tak z tłumaczeniami z popularnych języków. Ale jak zweryfikować tłumaczenie np. z arabskiego? Najpeirw musi ktoś zorientować, że coś jest nieodpowiednio przetłumaczone.

  7. Radosław Botev śr 27th, mar 2013 21:05
  8. @Milena: Jeżeli urzędnik zauważy istotny błąd w tłumaczeniu poświadczonym, zwykle nie przyjmuje dokumentu i odsyła interesanta z powrotem do tłumacza, aby ten poprawił swój błąd. Tłumacz wtedy poprawia i nikt nikogo do odpowiedzialności nie pociąga.

  9. Izabela Szczypka nie 31st, mar 2013 13:47
  10. Nie rozumiem tego zacytowanego fragmentu: „nieuwierzytelnionych, to znaczy wykonanych na użytek firm prywatnych, a nie urzędów.”
    Wykonuję multum tłumaczeń uwierzytelnionych na użytek firm prywatnych, które w ten właśnie sposób zabezpieczają się przed odpowiedzialnością własną za błędy w tłumaczeniu – głównie umów, ale nie tylko. Odpowiedzialność przechodzi na tłumacza, zaś fakt, że jest to TP, czyni go nie-anonimowym. Może to być zresztą dowolny tłumacz, który podpisze się pod tłumaczeniem i przejmie za nie odpowiedzialność.
    Zaś co do samej odpowiedzialności… Pomimo upływu lat do tej pory śni mi się czasem sytuacja, w której drobna rozbieżność w tłumaczeniu (jeden jedyny drobny błąd – za to w kluczowym miejscu – na tysiące stron projektu, trwającego 2-3 lata i obsługiwanego przez zespół trzech tłumaczy) o mało nie skończyła się odpowiedzialnością za straty bezpośrednie rzędu 5-6 mln złotych. Na szczęście nie dowiedzieliśmy się, jakiej kwoty strat pośrednich doliczyłby się sąd… ale co najmniej drugie tyle.

  11. Łukasz Gos czw 4th, kwi 2013 11:22
  12. Uważam, że tutaj powinny być jasne zasady przynajmniej jeśli chodzi o udział korektorów i biur tłumaczeń, a także – może zresztą przede wszystkim – oszczędzanie na korekcie. Co do reszty – nie od rzeczy byłoby obowiązkowe ubezpieczenie. Natomiast tłumacz z założenia nie obraca milionowymi sumami – i nie czerpie milionowych korzyści z dokumentów, które tłumaczy za kilkadziesiąt złotych od strony. Nie ma jakiegokolwiek udziału w zyskach, nie powinien więc mieć wyłącznego udziału w stratach, przynajmniej w sytuacjach typowo biznesowych. Jako minimum umowne ograniczenia odpowiedzialności (np. do wysokości sumy ubezpieczenia) powinny być honorowane. Problem często polega na tym, że osoby weryfikujące tłumaczenia nie są do tego odpowiednio przygotowane, podobnie klienci. Mogą nie znać ani zasad języka lub przekładu, aby poprawnie stwierdzić błąd, ani też zasad prawnych, aby prawidłowo ustalić, jakie rzeczywiście przysługują im tutaj uprawnienia. Skutek zasadniczo jest taki, że „wszyscy na tłumacza”, a to nie powinno tak być.

  13. Izabela Szczypka czw 4th, kwi 2013 15:55
  14. Łukaszu, ale w przypadku TP najczęściej nie ma stron trzecich (weryfikator / agencja itp.). Jest tłumacz i klient – plus ewentualnie sąd, który zastosuje przepisy ogólne KC, bo niby co ma zastosować innego przy (standardowym) braku umowy miedzy stronami regulującej OC?

  15. Łukasz Gos nie 21st, kwi 2013 15:09
  16. Tak, ale to wtedy, kiedy rozmawiamy o tłumaczeniach przysięgłych, zresztą nawet wtedy koszty konsultacji technicznych, korekt, redakcji itd. powinien ponosić klient, względnie tłumacz z refakturą na klienta. W przypadku tłumaczeń zwykłych, wszystko zasadniczo reguluje umowa i ewentualnie może przydać się korespondencja.

    OC mogą regulować ogólne warunki świadczenia usług, ale wtedy klient musi być o nich informowany, powinny być łatwo dostępne i w miarę stałe. Dołączałbym je do dokumentów wysyłanych pocztą, wraz z zastrzeżeniami na piśmie. Zwłaszcza kiedy składa się tłumaczenie do sądu, można spróbować puścić je przez biuro podawcze z prezentatą (poczta potwierdza tylko ogólnie samą przesyłkę).

  17. Izabela Szczypka pon 22nd, kwi 2013 20:11
  18. Łukaszu, Ty tutaj piszesz jak osoba prowadząca DG na zdrowych zasadach rynkowych, natomiast realia pracy TP – [b]zwłaszcza[/b] w relacjach z sądami – reguluje ustawa. Jeśli czegoś nie ma w ustawie o TP, to nie istnieje i żaden OWS tego nie zaakceptuje, choćby istniało w tysiącu innych ustaw, z KC na czele… taka rzeczywistość równoległa. :)

  19. Karol O czw 2nd, lut 2017 23:37
  20. To w kwestii TP należałoby wnieść pewne poprawki w ustawie. W kwestii zwykłych tłumaczeń, świadomość zleceniodawcy istnienia umowy ubezpieczenia OC i odstapienia od roższczeń wyższych niż objetych umową Caveat Emptor. W obu wypadkach możliwe zastrzeżenie konieczności konsultacji treści obu wersji z prawnikiem pod katem zgosności, przez jedna ze stron zlecenia. Tłumacz przekłada, prawnik weryfikuje. Reczywistość, w której żyjemy jest złożona, Tłumacze przekładają niezwykle złożone teksty, ale ryzyko w biznesie jest i bez nich.

Zostaw swój komentarz...





Zasubskrybuj mój newsletter!