Ta strona korzysta z plików cookie. Musisz zaakceptować zgodę na ich używanie klikając tutaj

Czy absolwentów lingwistyki dotyczy bezrobocie?

Lipiec 4, 2013 · Autor wpisu: Renata Świgońska · 10 komentarze
Tematyka: dla studentów 

Do tego prowokacyjnego tytułu skłonił mnie  artykuł znaleziony w NaTemat.pl

To, co bulwersuje najbardziej to fakt, że i uczelnie, i rodzice, i wreszcie sami studenci zupełnie ignorują wiedzę o tym, że w Polsce liczy się zaledwie kilka uczelni i kilkanaście kierunków studiów. Pracodawcy z szacunkiem patrzą na absolwentów politechnik, medycyny, ekonomii, MBA, prawa, psychologii lub lingwistyk stosowanych. Reszta absolwentów prędzej czy później trafi na bezrobocie.

Autorka artykułu, Violetta Rymszewicz, która zajmuje się rekrutacją (jest doradcą HR) zalicza do grona wybrańców absolwentów lingwistyki stosowanej. Czy ma rację? Ciekawa jestem jak to jest teraz z popytem na absolwentów ILS-u?

Dwadzieścia lat temu to był duży wyczyn dostać się tam na studia. Były bardzo trudne egzaminy wstępne (z j. polskiego i dwóch języków obcych), a w tamtym czasie mało kto (oprócz dzieci dyplomatów) przechodził takie sito. Studiów zaocznych na ILS-ie nie było. Uczelni prywatnych też nie było. Po studiach rzeczywiście było w czym wybierać.

A jak to jest dzisiaj, drodzy absolwenci ILS-u?

Komentarze

  1. Magda czw 4th, lip 2013 12:04
  2. Już za parę dni będę absolwentką zaocznej lingwistyki stosowanej na UW i powiem szczerze, że jeśli na tym poprzestanę, mogę zapomnieć o pracy w tłumaczeniach. Jeszcze nikt na moje CV nawet nie odpowiedział. Fakt, że skończyłam inny kierunek w ramach studiów licencjackich i pracowałam, jak do tej pory, w kompletnie innej branży, a jedynym moim doświadczeniem w ramach tłumaczeń jest kilka artykułów i broszur przetłumaczonych na rzecz organizacji pozarządowych. Niemniej, mój przypadek świetnie obrazuje, ile mogą same studia w takiej formie. Nic. Te studia to świetne doświadczenie w kategoriach samorozwoju, ale nic poza tym.

  3. Magda czw 4th, lip 2013 12:12
  4. Witam, lingwistykę stosowaną skończyłam rok temu. Od tego czasu, owszem, pracowałam, ale tylko na tzw. umowach śmieciowych. Nie było trudno się dostać, byłam drugim rocznikiem, który nie zdawał egzaminów wstępnych, a matura nie była trudna. Tak więc na studia dostałam się na pierwszym miejscu. Za czasów moich rodziców był to jakiś wyczyn, za moich już nie. Trudno natomiast było skończyć pierwszy rok. Mnie udało się skończyć rok już w czerwcu, jednak wiele moich koleżanek i kolegów tego szczęścia nie miało. Z 36 przyjętych na drugi rok przeszło zaledwie 12 osób (część warunkowo). Ostatni rok ukończyło 9 osób. Co jednak mnie szczególnie zdziwiło to rozbieżność w poziomach znajomości języków. Na zajęciach z niemieckiego niektórym studentom zdarzało się zadawać pytania typu: „jak odróżnić czasy w języku niemieckim?”

    Pomimo tego, że na studia dostałam się z wysoką lokatą, skończyłam je w terminie i dziś pracuję w zawodzie, sądzę, że w przypadku egzaminów wstępnych miałabym szanse najwyżej na końcowe miejsce, o ile w ogóle bym się dostała na studia. Łatwy wstęp na studia i trudny pierwszy rok nie jest dobrym rozwiązaniem. Jedynie przywrócenie egzaminów wstępnych mogłoby podnieść poziom nauczania.
    pozdrawiam serdecznie

  5. Gabriela Janiszewska czw 4th, lip 2013 13:14
  6. Z moich obserwacji wynika, że rzeczywiście absolwenci lingwistyki są w całkiem dobrej sytuacji. Ja pracuję w zawodzie – prowadzę własną działalność (przede wszystkim aby nie pracować na umowach śmieciowych i opłacać składki) i bardzo sobie ten stan rzeczy chwalę, również ze względów finansowych. Jako absolwenci tego typu studiów mamy również wiele innych opcji. Część z moich znajomych uzupełnia wiedzę na studiach podyplomowych w innej dziedzinie i pracuje na dobrze płatnych stanowiskach w firmach, gdzie podstawowym warunkiem jest świetna znajomość języków, a dopiero w drugiej kolejności rachunkowość, marketing itp. itd., bo tego łatwiej jest się nauczyć. Inni znajdują pracę w biurach tłumaczeń i agencjach lokalizacyjnych lub jako tłumacze stacjonarni w firmach. Jeszcze inni koncentrują się na nauczaniu języków lub łączą je z tłumaczeniami. Jeśli porównamy to z sytuacją absolwentów niektórych bardzo popularnych obecnie kierunków, takich jak politologia, dziennikarstwo, europeistyka, to uważam, że lingwistyka stosowana to był dobry wybór.

  7. Piotr czw 4th, lip 2013 14:30
  8. cóż pytanie można różnie interpretować …

    1. Jeśli chodzi o to, czy absolwentowi lingwistyki stosowanej jest łatwiej znaleźć pracę w tłumaczeniach , to odpowiedź jest niestety NIE

    2. Jeśli pytanie uogólnić co wszystkich branż (jeśli ktoś po takich studiach szuka pracy niekoniecznie w tłumaczeniach) to jestem zdania, że pracodawcy zwracają uwagę na to, jakie kto skończył studia i gdzie (w jakiej miejscowości i na jakim dokładnie uniwersytecie i kierunku) pod tym względem jak zapewne dobrze wiecie, Uniwersytet Warszawski i Jagieloński zawsze plasowały się gdzieś w okolicach pierwszej piątki rankingu. Na swoim przykładzie, nie skromnie, powiem, że nie raz zwrócono mi uwagę na moje dobre wykształcenie i dobre przygotowanie językowe

  9. Kkeori czw 4th, lip 2013 15:17
  10. Na moją kombinację nie było trudno się dostać, ostatnie osoby miały ok. 87% z matury.

    Skończyłam studia licencjackie w Instytucie i już tam nie wrócę. Byłam jedną ze zdolnych studentek i lubię tłumaczyć, ale nie widzę dla siebie przyszłości w tym zawodzie. Mam wrażenie, że istnieje ogromny rozdźwięk pomiędzy tym, kim jest tłumacz w oczach klienta/pracodawcy a samego tłumacza. W ILS-ie forsują postrzeganie tłumaczenia jako sztuki, natomiast rynek ma realistyczne podejście do tego jako do usługi, którą jak najbardziej da się wycenić, do tego wycenić możliwie jak najniżej, kosztem niezauważalnej dla laika czy tzw. „większości osób” utraty jakości. Sytuacja początkującego absolwenta ILS-u jest trudna, bo dla wielu osób ILS to żadna marka, żadna gwarancja, nie różni się niczym od reszty. Nie widzi mi się za bardzo ciągłe udowadnianie tego, że nie jestem żyrafą i że moja stawka ma uzasadnienie w postaci tłumaczeniowego „know-how” czy robienie próbek „za Bóg zapłać”. Jest to standard w tym zawodzie, więc wolę zmienić zawód. Wadą ILS-u jest to, że jest skostniały, a profesorowie uczą tłumaczenia z perspektywy dawnych lat, gdy rzeczywiście był to prestiżowy zawód i wiązał się z poważaniem społecznym. ILS w dużej mierze nie uświadamia studentów odnośnie do tego, jak ciężko w rzeczywistości jest, a raczej buduje iluzję, że wybrali znakomicie i że łatwo jest znaleźć pracę.

    Zniechęcił mnie również czas, który jest potrzebny, aby wyrobić sobie pozycję na rynku. Nawet przy wzorowym wykorzystaniu social mediów, networkingu, uczestnictwie w konferencjach, robieniu tłumaczeń dla instytucji pozarządowych, aby zdobyć udokumentowanie swoich umiejętności trwa to pewien czas, czego nie ma w innych zawodach, a jest to czas, przez który nie zarabiam i jest ciężko to wszystko pogodzić z pracą na zajęcia, o którą nikt nigdy nie spyta. Przy żadnej z tych rzeczy ILS mi w żaden sposób nie pomógł.

    Mówię to wszystko z dużym smutkiem, ponieważ chciałam być tłumaczką przysięgłą. Miałam bardzo dobre wyniki podczas studiów, lubiłam pracę związaną z ciągłym kształceniem się w dziedzinach niezwiązanych z tłumaczeniem, ale na jego potrzeby, szukałam zleceń tłumaczeniowych od drugiego roku, interesowałam się dodatkowymi szkoleniami, budowaniem marki właśnie w kontekście tłumaczenia. Ale w tej chwili stwierdzam, że wolę robić coś innego, gdzie od pierwszego dnia traktuje się mnie poważnie i mam szybszą szansę na lepsze pieniądze.

    Poziom kształcenia na ILS-ie znacznie spadł. Wina leży po części po stronie studentów – większość z nich chce tylko zaliczyć przedmiot, unika wszelkich dodatkowych okazji do kształcenia się, nie ma w ogóle wiedzy o świecie i z innych dziedzin (!) i często nie cierpi nawet tłumaczyć, ale nie ma innego pomysłu na siebie. Osoby z mojego rocznika żyły z lękiem dotyczącym tego, co będą robić po studiach, ale nie robiły wiele lub też zupełnie nic, aby polepszyć swoją sytuację. Po części wina leży po stronie profesorów – mam wrażenie, że w ILS-ie uczy coraz więcej przypadkowych ludzi i profesorów, którzy już się wypalili. Przychodzą nieprzygotowani; widać, że pierwszy raz czytają nasze tłumaczenia w chwili omawiania ich na zajęciach; prowadzą zajęcia, każąc studentom czytać swoje wersje i ani słowem ich nie komentują; nie przychodzą na zajęcia czy spóźniają się za każdym razem 14 min; ustawiają zajęcia przez całym semestr pod kątem tego, co ich osobiście interesuje, mimo że może jedna osoba w całym roczniku będzie pracować z tak skrajnie niszową tematyką. Można długo wymieniać i z tych powodów zmieniłam uczelnię na taką, która, w przeciwieństwie do ILS-u, nie tylko nie przeszkadza, ale i pomaga.

  11. Renata Świgońska czw 4th, lip 2013 15:45
  12. @kkeori
    Czy zmieniłaś ILS na inny kierunek na uniwersytecie czy uczelnię prywatną? Dopytuje, bo wspomniałaś, że obecna uczelnia ‘nie tylko nie przeszkadza, ale i pomaga’. Bardzo mnie to zaintrygowało. Tak właśnie powinno być, ale czy to jest realne w szkole państwowej???

  13. Violetta Rymszewicz śr 25th, wrz 2013 16:13
  14. Dzień dobry

    Pomimo, ze od publikacji artykułu, o którym jest mowa minęło trochę czasu, to sytuacja dobrze wykształconych lingwistów niewiele się zmieniła. Nadal pozostają dość ekskluzywną grupą uprzywilejowanych na rynku pracy.

    Warto jednak podkreślić kilka kwestii uzupełniających:

    1) Rzeczywiście jest tak, że lingwistyki stosowane są jednymi z nielicznych kierunków humanistycznych w Polsce, które uczą konkretów i dają zawód. Jednak słabością polskiego schematu nauczania języków na poziomie akademickim jest niedocenianie wymagań rynku. Ten z kolei wymaga wąskich specjalizacji. Jak to wygląda w praktyce? Otóż – językoznawca, by mieć pracę powinien uzupełnić wiedzę o zestaw wąskich umiejętności od tłumaczeń w określonym zakresie (farmacja, medycyna, prawo, psychologia rozwojowa) itp. aż po „dodatkowy zawód – specjalizacja HR, prawo itp. Niestety w polskich warunkach rzadko się o tym mówi.

    2) Mam wrażenie, że sami lingwiści często ograniczają swoje możliwości rozwoju zawodowego ograniczając się wyłącznie do pracy w kraju. Możliwości rozwoju i kariery są też poza polskimi granicami.

    Chciałabym Pani serdecznie podziękować i za lekturę i za odwołanie się do mojego tekstu. Jest mi ogromnie miło, tym bardziej że Pani strona robi ogromne wrażenie.

    Pozostaję z podziwem i pozdrawiam bardzo serdecznie

    Violetta RYMSZEWICZ

  15. Renata Świgońska czw 26th, wrz 2013 15:09
  16. @Violetta Rymszewicz
    Serdecznie dziękuję za komentarz i kwestie uzupełniające. Wróciłam do tematu w dzisiejszym wpisie na blogu ;)
    http://www.tlumaczeniaprawnicze.com.pl/2013/09/26/absolwenci-lingwistykifilologii-a-wymagania-rynku-pracy/

  17. Ania nie 20th, gru 2015 22:54
  18. Czy warto zostać tłumaczem? Moim zdaniem aby zaistnieć w branży trzeba postawić na pracę dla siebie, próbować stworzyć swoją markę i pracować bez marży biura tłumaczeń, oto jakie są wynagrodzenia w branży tłumaczeń – skala jest szeroka.

    Od razu widać, iż tłumacze którzy się zdecydowali na własną działalność i długofalowa współpracę z firmami mogą liczyć na stabilne i wysokie wynagrodzenia. Więc do dzieła, świat stoi otworem.

  19. Aneta pt 24th, lut 2017 10:16
  20. Dzień dobry.
    Zastanawiam się nad spróbowaniem swoich sił na ILS na UW. Za chwilę będę absolwentką filologii angielskiej na prywatne uczelni, której wystawiłabym raczej średnią ocenę. Zastanawiam się czy w ogóle mam szansę dostać się na ILS. Ze względu na pracę wybieram tryb zaoczny. Czy egzamin wstępny jest bardzo wymagający ?

Zostaw swój komentarz...





Zasubskrybuj mój newsletter!