Ta strona korzysta z plików cookie. Musisz zaakceptować zgodę na ich używanie klikając tutaj

Dlaczego nie należy zaniedbywać tłumaczenia ustnego…

Kwiecień 2, 2012 · Autor wpisu: Renata Świgońska · 18 komentarze
Tematyka: mec. Błażej Sarzalski - radca prawny, u notariusza 

Korzystając z uprzejmości Renaty chcę dać Tobie, jako tłumaczowi specjalizującemu się w tłumaczeniach prawniczych wgląd w to, jak Twoją pracę, Twój profesjonalizm oceniać mogą prawnicy. Jak może wiesz prowadzę bloga dotyczącego rejestracji spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, to jest moja specjalizacja. Na porządku dziennym mam zlecenia, które wymagają szybkiego reagowania i koordynacji działań między mną i moją kancelarią, a notariuszem oraz klientem, zainteresowanym szybkim założeniem spółki. Czasami jednak tą układankę osób musi uzupełnić jeszcze jedna osoba – tłumacz przysięgły.

Tak było też parę dni temu, kiedy mój klient skontaktował się ze mną i prosił o założenie na bazie już istniejącej spółki z o.o. podwójnej struktury służącej optymalizacji podatkowej a mianowicie spółki z o.o. – spółki komandytowej, w której jednym ze wspólników byłby obcokrajowiec. Problem polegał na tym, że wszelkie czynności musiały być załatwione w 24 godziny, ponieważ tylko w tym terminie wszyscy wspólnicy mogli być dostępni w Polsce.

Mieszkam w Dąbrowie Górniczej. To średniej wielkości miasto położone w woj. śląskim, które według oficjalnych wyliczeń może poszczycić się liczbą prawie 130.000 mieszkańców oraz kilkudziesięcioma tłumaczami przysięgłymi języka angielskiego. Dzięki dobremu kontaktowi z notariuszem błyskawicznie umówiliśmy termin i przystąpiliśmy do tworzenia odpowiednich dokumentów. W spółkowej układance brakowało tylko tłumacza przysięgłego.

Zacząłem więc dzwonić.

Spodziewałem się, że mogę mieć problem ze znalezieniem tłumacza przysięgłego „na już”, z drugiej strony, w dosyć dużym mieście lub jego okolicach, wcale nie trudno znaleźć osobę, która uzyskała uprawnienia tłumacza przysięgłego jednego z dwóch najpowszechniejszych języków na świecie. Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy po blisko dwudziestu telefonach oraz kilku mailach, odkryłem, że tylko niewielki odsetek tłumaczy przysięgłych zajmuje się ustnym tłumaczeniem czynności notarialnych! Natomiast ci, którzy się nim zajmowali, niestety nie mieli wolnych terminów.

Szczęśliwie, dzięki pomocy jednego z moich klientów (i tutaj kolejny dowód na to, że relacja z klientem jest niezwykle istotna) udało mi się znaleźć osobę, która bez problemu, profesjonalnie i z uśmiechem zadeklarowała się pomóc. Moje korporacyjne puzzle zostały więc złożone i czynności notarialne poszły sprawnie.

Dlaczego więc to piszę?

Otóż zacząłem się zastanawiać skąd tak niskie zainteresowanie dobrze płatnym zleceniem tłumaczenia czynności notarialnej. Z moich rozmów z tłumaczami wynikały różne wnioski – jedni wskazywali na zbyt szerokie pole swoich zainteresowań, co według nich nie pozwalało na dobre opanowanie słownictwa prawniczego, inni wskazywali na absolutny brak przygotowania do jakichkolwiek tłumaczeń ustnych, jeszcze inni sprawiali po prostu wrażenie przestraszonych takim zleceniem.

Piszę o tym dlatego, że z tego wszystkiego dla Ciebie, jako tłumacza, wynikają istotne rzeczy – chcę abyś zobaczył/a jak to wygląda z mojej pozycji percepcyjnej.

Jeżeli jesteś tłumaczem przysięgłym, to wybacz, ale argumenty w stylu: „Ja się nie zajmuję tłumaczeniami ustnymi”, albo informacje o braku znajomości słownictwa prawniczego wydają mi się bardzo nieprofesjonalne. Nigdy nie skorzystam z pomocy takiego tłumacza nawet do tłumaczenia pisemnego.

Z drugiej strony, skoro tak niewiele osób zajmuje się tematem naprawdę profesjonalnie, to znaczy że tłumaczenia prawnicze to wciąż niezagospodarowany rynek, na którym Ty możesz się specjalizować i budować swoją pozycję.

Jeżeli się jednak boisz porażki zawodowej to powiem Ci zupełnie szczerze, że obawy te są nieuzasadnione. Terminologię prawniczą w języku obcym można opanować bardzo szybko (pomocna może być tutaj choćby angielska wikipedia, gdzie znajdziesz dużo artykułów dotyczących prawa), możesz też swobodnie poprosić współpracującego z Tobą prawnika o projekt umowy w języku polskim, tak by przygotować się wcześniej do tłumaczenia. No i na końcu – warto mieć kontakty z prawnikami i ich klientami, częstokroć tłumaczenia prawnicze są po prostu dobrze płatne. Przemyśl więc, czy stać Cię na zajmowanie się wszystkim.

mec. BŁAŻEJ SARZALSKI radca prawny, wpisany na listę w Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Katowicach, ekspert portalu Wyborcza.biz. Doradza w zakresie prawa spółek, a w szczególności tworzenia i przekształceń spółek handlowych oraz ich funkcjonowania. Jest autorem komentarza do zmian w Kodeksie spółek handlowych wprowadzonych ustawą z dnia 5 grudnia 2008 r. o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz ustawy o obrocie instrumentami finansowymi, wydanego przez Wolters Kluwer Polska w Systemie Informacji Prawnej LEX.

Autor popularnego bloga prawniczego z zakresu prawa spółek www. RejestracjaSpolkizoo.pl.

 

Komentarze

  1. magda pon 2nd, kwi 2012 16:56
  2. To tak pracują tłumacze po tych legendarnych ministerialnych egzaminach? Wypadałoby zapytać, dlaczego zaniedbują swój zawód, a nie tłumaczenia ustne…
    pozdrawiam
    magda

  3. Renata Świgońska pon 2nd, kwi 2012 20:17
  4. @magda
    Przysięgły musi tłumaczyć ustnie, jeżeli zlecenie tłumaczenia ustnego pochodzi od sądów, policji, prokuratury, i organów administracji publicznej i odbywa się w ramach postępowania karnego, cywilnego lub administracyjnego, w pozostałych przypadkach to jest jego decyzja, czy podejmie się tłumaczenia ustnego czy nie. Jest wolny rynek, sam decyduje jakie zlecenia i jakich klientów będzie obsługiwał.
    Nie każdy czuje się dobrze w tłumaczeniach ustnych.

  5. Grażyna Piesiak wt 3rd, kwi 2012 08:01
  6. @Renata Świgońska
    Owszem, tłumacz sam decyduje, czy podejmuje się (komercyjnego) tłumaczenia ustnego czy nie. Ale przecież tłumaczenie u notariusza (akt notarialny) to praca lekka, łatwa i przyjemna oraz dobrze płatna.
    Wątpię, że ktoś, kto boi się tłumaczenia u notariusza (bo się w tym nie specjalizuje, cokolwiek to znaczy;)), poradzi sobie w sądzie., np. na sprawie karnej (bo na wezwanie OWS musi się stawić).

    Jak widać, poziom TP to temat rzeka.

  7. magda wt 3rd, kwi 2012 09:24
  8. Pani Renato, zrozumiałam wpis Autora, wiem, że nie chodziło o zlecenie sądowe. Nie rozumiem tylko, dlaczego ktoś, kto przygotowuje się do tak trudnego (jak głosi się wszem i wobec) i drogiego egzaminu, którego częścią jest tłumaczenie ustne, zdaje go (a więc rozumiem, że jest wybitnie kompetentny), a po otrzymaniu uprawnień nie podejmuje się tłumaczenia.
    Rozumiem, że ktoś woli taką czy taką formę, ale tak może argumentować tłumacz zwykły, w przypadku przysięgłego, w moim mniemaniu, jest to przynajmniej dziwne…
    magda

  9. Justyna wt 3rd, kwi 2012 12:06
  10. magda pon 2nd, kwi 2012 16:56

    To tak pracują tłumacze po tych legendarnych ministerialnych egzaminach? Wypadałoby zapytać, dlaczego zaniedbują swój zawód, a nie tłumaczenia ustne…

    Poczułam się wywołana do tablicy, więc pozwolę sobie wtrącić i ja swoje trzy grosze na podstawie własnego doświadczenia…
    Tłumacze, którzy przeszli sito egzaminacyjne i zdali trudny, szczegółowy weryfikujący wiadomości, warsztat oraz umiejętności tłumaczeniowe egzamin pisemny oraz ustny, dysponują dużą wiedzą i na pewno nie unikają (prostych w sumie z powodu swej przewidywalności) a satysfakcjonujących finansowo tłumaczeń przy czynnościach notarialnych. Nie ma wśród nich osób przypadkowych, jak zdarza się to wśród niektórych tłumaczy z uprawnieniami ze starego nadania, którzy nie doskonalą warsztatu, łapią od czasu do czasu do przetłumaczenia samochodówkę lub akt urodzenia, nie mają pojęcia o systemach prawnych i unikają jak diabeł święconej wody ambitniejszych tłumaczeń ustnych. Pamiętam, jak wielu moich znajomych składało wnioski o wydanie uprawnień wyłącznie z tego powodu, że ‘dają jeszcze za friko, a później będzie egzamin’.

  11. Maja wt 3rd, kwi 2012 12:45
  12. Pan Mecenas dotknął zupełnie (nie)świadomie poważnego problemu. Chociaż specjalizuję się w tłumaczeniach prawniczych, to właściwie tłumaczę z wielu innych dziedzin (może niechętnie sięgam po teksty medyczne). Zdarzają mi się zlecenia ustne (niedługo w USC) i NIE WYOBRAŻAM sobie jako TP nie przyjąć zlecenia ustnego czy specjalistycznego (oczywiście specjalistycznego w rozsądnych granicach – o fizyce kwantowej wiem np. niewiele) – i nieważne, czy jest to zlecenie z urzędu, czy komercyjne. Ileż to razy rwałam włosy z głowy brnąc przez skostniałe teksty umów, niezrozumiałych dla „tubylca”, a co dopiero dla Polaka, ale to taki zawód, taka praca i odrzucając ambitne zlecenia nie rozwijamy się, cofamy się – a tłumacz MUSI się rozwijać, musi doskonalić warsztat, przyjmować wyzwania. Na rynku tłumaczeń liczy się kilka cech: DOSTĘPNOŚĆ, TERMINOWOŚĆ I RZETELNOŚĆ. Kolejność nie jest przypadkowa, i choć wszystkie te elementy są równie ważne, to tłumacz, który nigdy nie ma czasu albo wciąż jest zajęty lub niedostępny, który nie dotrzymuje terminów i, co najgorsze, jest nierzetelny w swej pracy przekładowej – nie utrzyma się na rynku. Warto budować swoją markę codziennie, przy każdym zleceniu, na każdym kroku. Ale żeby tego dokonać trzeba…tłumaczyć!

    Widzę, że wywołałem niezłą burzę, choć tak naprawdę czekam na głos kogoś, kto z zasady zleceń ustnych tłumaczeń nie przyjmuje… to mogłoby być ciekawe :)

  13. Agata wt 3rd, kwi 2012 16:37
  14. Dzień Dobry
    Tym razem to i ja poczulam się przywołana do tablicy..
    Do Pani Justyny (przedostatni post): Proszę nie wrzucać wszytskich do jednego wora!!! To, że ktoś uzyskał uprawnienia „za starej daty” nie oznacza, że jest gorszy. Jak słyszę taki argument to wydaje mi się, że wynika on z czystej zazdrości. A w gruncie rzeczy – wydaje mi się, że wielu takich tłumaczy wykonuje swój zawód w sposób profesjonalny i szanuje go (uzyskując uprawnienia „ZA STAREJ DATY” nie kierowano się konsumpcyjnym podejściem do tematu tak jak robi się to teraz!!) Otóż to: TERAZ bycie TP to takie modne – dużo osób widzi w tym możliwość zarobku a zdany egzamin może w wielu przypadkach poświadczyć o stosowanej zasadzie ZAKUĆ _ZDAĆ_ZAPOMNIEĆ. I proszę mi uwierzyć znam takich tłumaczy, którzy już w pół roku po egzaminie nie bardzo potrafili sobie przypomnieć wielu istotnych rzeczy. Uważam również, że za tłumaczami „STAREJ DATY” przemawia właśnie doświadczenie w zawodzie. Kiedyś nie było internetu i niestety nie tłumaczyło się na podstawie Wikipedii!!!! Sama jestem tłumaczem od 2002 roku i jestem oburzona takimi opiniami. To tak jakby „EGZAMIN” był wyrocznią czy ktoś posiada wiedzę a może jest wystarczająco inteligentny do wykonywania tego zawodu.Egzamin to egzamin – Jeżeli ktoś ukończył filologię to zna perfekcyjnie język? Nie, po pierwsze, że nie znamy perfekcyjnie języka polskiego a po drugie języka uczymy się przez całe życie. Ja po piątym roku na Uniewersytecie myślałam, że pozjadałam wsztrskie rozumy świata i jestem TAKA mądra. I życie zweryfikowało co potrafię a czego jeszzce nie. Mimo, iż tytuł magistra uzyskałam śpiewająco. Tak samo jest z egzaminem na TP. A co do samochodówek…. i np. podbijania pustych kartek in blanco? Każdy ma własne sumienie i etykę zawodową. Ja tego nie robiłam. Samochodówki robiłam w „ograniczonej” liczbie właśnie po to aby dokształcać się w słownictwie prawniczym. Więc nie należe absolutnie do takiej grupy osób. I mam prośbę: skończmy wreszcie dzielenie TP na tych złych (po starej dacie) i dobrych (po egazminie) bo to wysoce niesprawiedliwe.

  15. Justyna wt 3rd, kwi 2012 20:01
  16. Pani Agato, proszę na spokojnie przeczytać raz jeszcze mój post….
    Użyłam słowa NIEKTÓRZY tłumacze z tzw. ‘starego nadania’, którzy co prawda dysponują uprawnieniami (jak wspomniałam znam takich) a jednak nie widzą potrzeby doskonalenia warsztatu, skąd przyjmują jedynie najprostsze zlecenia i unikają wyzwań zawodowych. O tym pisałam, nieprawdaż? Osoby takie jedynie psują rynek. Myślę, że wszyscy z nas, i ci po egzaminie i profesjonalni tłumacze, którzy otrzymali uprawnienia bez egzaminu, którzy poważnie traktujemy nasz zawód zgodzimy się z tym. Sama jestem obecna na rynku tłumaczeniowym od prawie 20 lat, nie czułam jednak wcześniej potrzeby uzyskania uprawnień. Jednak kancelarie prawnicze oraz firmy lubią uzyskać od tłumacza pełen pakiet usług tłumaczeniowych – stąd moja decyzja o podejściu do egzaminu i dlatego twierdzę, iż egzamin ostro lecz doskonale weryfikuje umiejętności kandydatów. Tam naprawdę nie przeciśnie się nikt przypadkowy. Dlatego też jestem przekonana, że osoba po egzaminie (biorąc pod uwagę zainwestowany czas na przygotowanie oraz środki finansowe) nie będzie unikać tłumaczeń ustnych przy czynnościach notarialnych (to naprawdę jedne z łatwiejszych dokumentów z egzaminu). Nie dzieliłam tłumaczy na dobrych (po egz.) i ‘złych’, jak to określiła Pani. Wdzięczna będę, jeżeli nie będzie Pani przypisywała mi słów, które w moim poście nie padły. Pozdrawiam

    Szanowny Panie Mecenasie,

    myślę, że mogę wystąpić w imieniu tłumaczy, którzy z zasady nie przyjmują tłumaczeń ustnych. Pana argument o braku profesjonalizmu świadczy jedynie o nikłej znajomości naszej branży. Na ostatniej konferencji branżowej (KoT Warszawa) przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości, jako jeden z kierunków rozwoju profesji, wymienił rozdział pomiedzy tłumaczami ustnymi a pisemnymi. Już samo to może świadczyć o tym, jak bardzo różnią się te dwie specjalizacje.

    Wyobraźmy sobie sytuacje w której do Pana, radcy wyspecjalizowanego w prawie gospodarczym, przychodzi ktoś, kto ma w jego opinii „złoty interes” w postaci sporządzenia umowy najmu. W jego mniemaniu to dla Pana kilka chwil, a przecież weźmie Pan za to kilkaset złotych. Gdyby mu Pan odmówił, mógłby pomyśleć prafrazując Pana słowa: „Jeżeli jesteś radcą, to wybacz, ale argumenty w stylu: nie zajmuje się prawem najmu są nieprofesjonalne i na pewno nie powierzyłbym ci rejestracji spółki…”

    Dopóki będą nas Państwo patronizować, dopóty będą musieli wykonywać wiele telefonów.

  17. Renata Świgońska wt 29th, maj 2012 18:32
  18. @Szymon
    Bardzo dziękuje za komentarz!
    Na ostatniej konferencji branżowej (KoT Warszawa) przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości, jako jeden z kierunków rozwoju profesji, wymienił rozdział pomiędzy tłumaczami ustnymi a pisemnymi.
    Czy materiały z wystąpienia Pana Cieślika zostały udostępnione gdzieś w Internecie. To mogłoby być bardzo interesujące dla kandydatów i czytelników bloga.

    Ta kwestia pojawiła się w dyskusji, podczas panelu z udziałem przedstawicieli STP, TEPiS i p. Cieślika właśnie. Nie sądzę, aby były z niej jakieś materiały.

  19. Magda wt 12th, cze 2012 18:26
  20. Jestem tego samego zdania co Szymon. Myślę, że w Polsce jeszcze długo czasu minie zanim zaczniemy przywiązywać większą uwagę do wyspecjalizowanych tłumaczy, a właśnie tłumaczenia ustne i pisemne można potraktować jako dwie różne specjalizacje. U nas nadal przykłada się dużą wagę do ogólnego kształcenia, podczas gdy np w Niemczech studenci mogą wybrać sobie czy chcą kształcić się jako tłumacze ustni, czy pisemni. Pomijając już fakt, że nawet tłumaczenia ustne można znowu podzielić np w symultaniczne, konsekutywne, konferencyjne itd. Wiadomo, że tłumacz przysięgły powinien opanować zarówno tłumaczenia ustne jak i pisemne. Ale trzeba zwrócić uwagę na fakt, że tłumaczenia ustne wymagają również pewnych cech osobowości, a nie tylko wiedzy – np nie wszyscy stworzeni są do wystąpień publicznych, zwłaszcza przed większą liczbą osób (mimo iż także to można wyćwiczyć). Znam wielu tłumaczy, którzy wspaniale tłumaczą ustnie, ale niestety ich tłumaczenia pisemne pozostawiają wiele do życzenia – charakter tłumaczenia ustnego jest całkiem inny niż pisemnego. Oczywiście każdy tłumacz powinien dbać o rozwój w obydwóch kierunkach, gdyż rezygnując całkowicie z tłumaczeń ustnych można bardzo szybko zapomnieć jak się mówi w obcym języku. Wydaje mi się, że trudno znaleźć takich tłumaczy, którzy są tak samo dobrzy w tłumaczeniach ustnych jak i w pisemnych – zależy to od częstotliwości wykonywania danego rodzaju tłumaczeń. Wszystko to oczywiście kwestia ćwiczeń i doświadczenia.

  21. Renata Świgońska wt 12th, cze 2012 18:34
  22. @Magda
    Znam wielu tłumaczy, którzy wspaniale tłumaczą ustnie, ale niestety ich tłumaczenia pisemne pozostawiają wiele do życzenia – charakter tłumaczenia ustnego jest całkiem inny niż pisemnego.
    Ja też znam takie osoby ;)

    Bardzo dziękuję za ciekawy komentarz i pozdrawiam!

  23. Katarzyna czw 11th, kwi 2013 14:02
  24. Wątek dość dawny, ale dopiero od niedawna śledzę tę stronę. Myślę, że profesjonalizm w tłumaczeniach to dobry temat do dyskusji. Jestem tłumaczem przysięgłym starej daty, a więc bez egzaminu. Tłumaczę zarówno pisemnie, jak i ustnie, wykonywałam sporo tłumaczeń towarzyszących i konferencyjnych, próbowałam również symultanicznych. Jak już tu powiedziano, nie każdy czuje się dobrze w tłumaczeniach ustnych i w takim przypadku odmowa, wbrew temu, co uważa p. mec. Sarzalski, świadczy właśnie o profesjonalizmie tłumacza. Profesjonalizm tłumacza to m.in. dobieranie pracy, tak aby móc zagwarantować jej wykonanie na wysokim poziomie. Profesjonalne podejście do tłumaczenia to również czytanie akt przed rozprawą, na którą jesteśmy powoływani i domaganie się od notariuszy lub stron aktu notarialnego dokumentów potrzebnych do przygotowania się do tłumaczenia. Pan akurat zachęca tłumaczy do kontaktu z prawnikami i wcześniejszego przygotowania do tłumaczenia, ale niestety, Panie mecenasie, najczęściej prawnicy/pełnomocnicy z lekceważeniem odnoszą się do próśb tłumacza o wcześniejszy dostęp do dokumentów, przekonani, że tłumacz powinien być chodzącym omnibusem. Panuje zresztą powszechne przekonanie, że tłumacz, zwłaszcza przysięgły, powinien umieć przetłumaczyć wszystko, ustnie i pisemnie, w obie strony i to na zawołanie! Z drugiej strony czasami brak nam, tłumaczom, pokory i odwagi, żeby odmówić i bierzemy się za tłumaczenie wszystkiego pod presją powszechnego przekonania, że tak właśnie powinniśmy i że taka właśnie postawa świadczy o naszym profesjonalizmie. I przy tej okazji chciałabym poruszyć jeszcze jeden aspekt naszej pracy: tłumaczenie pisemne na język obcy. Mówi się o rozgraniczeniu tłumaczeń ustnych i pisemnych (ja akurat czuję się równie dobrze w obu, istotna jest raczej dziedzina), myślę, że ważniejsze nawet byłoby rozgraniczenie na tłumaczy pisemnych na j. ojczysty i na j. obcy. Z biegiem czasu i doświadczenia doszłam do wniosku, że narzucony nam, tłumaczom przysięgłym w Polsce, obowiązek tłumaczenia zarówno ustnego, jak i pisemnego, a w przypadku pisemnego – w obie strony – pozbawia nas z góry możliwości właśnie profesjonalnego podejścia do zawodu. Zasadę tłumaczeń pisemnych na swój język ojczysty stosuje Unia Europejska i wiele krajów. Osobiście w swojej pracy (poza zleceniami dla tzw. organów, bo zwykle nie mam wyboru) staram się tłumaczyć pisemnie wyłącznie na j. polski. Zdaję sobie sprawę, że przyjęcie tej zasady oznacza rezygnację z części dochodów, nie nawołuję do wprowadzenia jej odgórnie ani nie namawiam do jej stosowania, ale chciałabym zwrócić uwagę na takie podejście i przy okazji ciekawa jestem zdania innych tłumaczy w tej kwestii. Według mnie tłumaczenie na j. obcy powinno być przynajmniej sprawdzone i poprawione przez native’a, bo z – nielicznymi wyjątkami – takie tłumaczenia najczęściej nie są w 100% poprawne albo zwyczajnie kiepsko brzmią (jeśli tłumacz nie jest typowo dwujęzyczny).

  25. Bartek śr 11th, wrz 2013 07:55
  26. Cytuję: „prowadzę bloga dotyczącego rejestracji spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, to jest moja specjalizacja”,
    czemu nie na temat prawa spadkowego???? w końcu trzeba ogarnąc wszystkie aspekty prawa! co to za prawnik, co tylko spółkami się zajmuje? nie skorzystałbym z jego usług…
    Jak widac, każdy się w czymś specjalizuje, niekoniecznie w ustnych…

  27. Ewelina pt 13th, wrz 2013 18:59
  28. Obdzowniłam dzisiaj 20 kancelarii, lub więcej i żadna nie chce zając się sprawą dotyczącą ZUS. Każda z kancelarii tłumaczyła, że się w takich sprawach nie specjalizuje. Wreszcie trafiłam na taką, która uczciwie powiedziała, że to nieopłacalne, za to trudne do prowadzenia i wygrania. Przypadek? Najprawdopodobniej kancelarie lubią schematyczne sprawy. Najprawdopodobniej łatwy pieniądz, dokumenty wklepane w komputer, tylko zmiana danych, identyczny tok postępowania. W bagnie ZUS nikt nie chce najprawdopodobniej palca umoczyć. Dajmy tłumaczom wolnośc wyboru zleceń, zwłaszcza tym, którzy mają swoje własne kancelarie tłumaczeniowe i sami decydują co wezmą a co nie, wg upodobania, zamiłowania i predyspozycji i ochoty… Pozdrawiam.

  29. Jarosław wt 21st, lip 2015 19:42
  30. Dopiszę w tym ciekawej dyskusji wywołanej przez pana radcę prawnego, że nawet notariusze mają swoje specjalizacje i są tacy, którzy w życiu nie sporządzą np. testamentu czy aktu poświadczenia dziedziczenia i to mimo że notariusz nie może odmówić dokonania czynności notarialnej bez uzasadnionej prawnie przyczyny. Tacy notariusze nigdy nie mają czasu na takie czynności (to oczywiście oficjalne wyjaśnienie niedyspozycyjności).

    Sam jestem prawnikiem i tłumaczem (nie przysięgłym) i nigdy bym nie wziął zlecenia na tłumaczenie ustne, bo mnie to nie interesuje. Już na studiach lingwistycznych jest podział na specjalizację ustną oraz pisemną i to nie jest czyjś wymysł nie wiadomo skąd czy przypadek, że taki podział istnieje. Ten podział jest tak powszechny na całym świecie, że po prostu mnie śmieszy, gdy ktoś bez znajomości rzeczy w pretensjonalnym tonie zabiera głos, oceniając innych.

Zostaw swój komentarz...





Zasubskrybuj mój newsletter!